recenzja

Wysłannik – Paulina Hendel

Nikt się tego nie spodziewał! No dobra, ja się nie spodziewałam! Nie spodziewałam się, że po tylu latach od zakończenia historii Zapomnianej księgi Paulina Hendel napisze czwarty tom. A że niedawno połknęłam poprzednie trzy, to raczej nie trzeba było mnie pytać dwa razy, czy chcę sięgnąć po czwarty. Zatem zapraszam Cię do recenzji Wysłannika – czwartego tomu Zapomnianej księgi. Chyba, że nie znasz jeszcze poprzednich części tego cyklu, to wtedy zajrzyj tutaj i obowiązkowo nadrób lekturę całości.

Większość postapokaliptycznych powieści zwykle pokazuje koniec świata i jednego bohatera, który próbuje go uratować albo przetrwać w nim. U Pauliny Hendel jest inaczej i to ogromnie mnie łapie za serce. Wysłannik owszem, pokazuje świat po apokalipsie, ale pokazuje go odbudowywanego na nowo. Wiadomo, ludzie tęsknią za tym, co było, jednak zdają sobie sprawę, że przeszłość nie wróci i należy zacząć tworzyć na nowo cały świat.

I w tym wszystkim oczywiście znajdziemy dobrze nam znanych z poprzednich części Zapomnianej księgi Huberta, Izę i innych. Znajdziemy także znajome miejsca i… demony. Choć te mogą Was nieźle w Wysłanniku zaskoczyć. W ogóle sam Wysłannik był zaskoczeniem. Myślałam, że seria jest skończona, aż nagle autorka zrobiła nam świetną niespodziankę.

Tak, świetną, bo czwartą część serii czyta się naprawdę doskonale. Wsiąkłam w nią bez reszty. Ogromnie podoba mi się, jak Hendel przedstawia świat, który powoli wstaje na nogi, inspirując się przeszłością, ale i dostosowując się do nowego stanu rzeczy (np. braku prądu). Fabuła także jest przyjemnie poprowadzona. Jest tu równowaga pomiędzy spokojnymi momentami opowiadającymi o życiu ludzi, którzy przetrwali apokalipsę, oraz akcją, która wciąga tak, że nie da się od tej książki oderwać.

Mamy też i słowiańskość! Demony nigdzie nie odeszły, nadal dręczą ludzi. Chociaż… czy tak do końca dręczą? Sami musicie się o tym przekonać. Ja nic nie zdradzę. Powiem tylko, że bardzo mi się podoba sposób przedstawienia słowiańskości w tych książkach. Jest zupełnie inny niż w Żniwiarzu, a przy tym jest tu pewna nić łącząca.

Słowem: przeczytajcie! Mam zaszczyt patronować tej książce, także wiecie, to dobry slavic book jest!

Z wykształcenia filolog, literaturoznawca, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.