recenzja,  słowiańska powieść

Nić Arachny – tom I z serii „Siostry Jutrzenki”

Nie będzie to historia o zmorze mieszkającej na strychu, ani o duszach wędrujących do Nawii, ani nawet o topielicy, choć wszystko to zostało w tę książkę wszyte mocną nicią. Będzie to historia o rodzinie, w którą na przestrzeni pokoleń wszyto wiele takich nici. Część z nich była niezwykle mocna i nie zerwała się aż do dziś, a część pękła, nie wytrzymując próby czasu i ludzkich uczuć.

Przyznam szczerze, że nie lubię sag rodzinnych. Jest to gatunek, który zawsze mnie nużył, a mimo to historia, którą opowiedziała Renata Kosin, wciągnęła mnie tak bardzo, że połykałam rozdział za rozdziałem. A i z nimi miałam problem! Bo „Nić Arachny” opowiada losy różnych pokoleń – w każdym rozdziale na przemian, jeden jest o zdarzeniach z XIX wieku, drugi z XX. Stale to wybijało mnie z rytmu czytania, ale nie zważałam na to, galopowałam oczami przez kolejne strony.

Historia, w której prawie każdy mógłby przejrzeć się jak w lustrze…

To zdanie w połączeniu z historią rodziny momentalnie może przywołać początek „Anny Kareniny”: Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób. Dokładnie tak samo jest i tu. Szczęście pachnie podobnie – świeżym chlebem, podłogą nagrzaną od słońca, leśną ściółką mokrą od deszczu; brzmi również identycznie – radosnym śmiechem, brzękiem sztućców i talerzy i pierwszym krzykiem noworodka. Jednak jeżeli chodzi o nieszczęścia, to każde jest inne, każde snuje zupełnie inną historię.

„Nić Arachny” pędzi przez dziesięciolecia i pokolenia i snuje losy rodziny Śmiałkowskich. Szlachecki ród, Podlasie, wieś – już same te trzy słowa obiecują pełną tajemnic historię. W XX wieku w Przytulisku mała Michasia w domu swoich dziadków odnajduje stary pamiętnik zawierający losy całych pokoleń. W tym samym miejscu wiek wcześniej kobieta, która ma wiedzę, siada przy kołowrotku i przędąc mocną nić śpiewa pieśń o Jutrzence.

Nić słowiańskości

Słowiańskość w „Nici Arachny” zdobyła mnie już na pierwszych stronach zdaniem o zmorze, która chowa się w beczkach ze zbożem. Zachwyciło mnie także to, jak umiejętnie autorka wszyła słowiański wątek w całą opowieść. Choć nie ma go tam wiele, to cała historia aż pachnie lasem, dawnymi tradycjami i wiarą w wielu bogów.

Tę słowiańskość zawdzięczamy przede wszystkim Arachnie, która jest postacią niezwykle tajemniczą. I myślę, że nie zdradzę tutaj nic ponadto, że nić, którą ona przędzie, posiada ogromną moc! Ale nie tylko ta bohaterka wypełnia strony książki starą wiarą. Dzięki temu, że jest to saga, możemy prześledzić jak powstawały niektóre legendy, zobaczyć jak mieszały się i przenikały wiary oraz jak religie żyły obok siebie.

Jednak to wszystko wyłapać może ktoś bardzo na ten temat wyczulony. A jeżeli czytasz tę recenzję i jesteś na tym blogu, to zdecydowanie masz idealnie ustawiony radar właśnie na takie wątki. Ja miałam i byłam zachwycona tym, jak Renata Kosin subtelnie i z niezwykłym wyczuciem umieściła słowiańskie wątki w tej historii.

Siostry Jutrzenki

„Nić Arachny” jest dopiero pierwszą częścią cyklu. Ogromna historia całej rodziny Śmiałkowskich nie dała rady zmieścić się w jednym tomie. Kłapnęłam zębami na sam koniec, gdy zostałam z masą pytań i niepozamykanych wątków. Pozostaje mi jedynie czekać na szybką premierę kolejnej części, po którą na pewno sięgnę.

Okrągła grafika - znacznik poziomu słowiańskości - 1/3

W. ↟

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.