recenzja,  słowiańska powieść

Ślad wody – I tom z serii “Ślady Leszego”

Ta książka została napisana „dla wszystkich kobiet, które samotnie walczą z demonami”. I jest także o kobiecie, która staje sama oko w oko ze złem – słowiańskim, ludzkim i swoim. A my, jako czytelniczki i czytelnicy, z zapartym tchem stoimy tuż za nią i zerkamy zza liter na jej zmagania.

Bohaterka „Śladu wody” nie jest zgrabną, rudowłosą wiedźmą z powłóczystym spojrzeniem. Szczerze mówiąc, jest dokładnym przeciwieństwem takiej postaci. I to ujęło mnie w tej książce najbardziej – brak powielania stereotypowego kreowania bohaterów. Uwierzcie mi, tutaj na każdym kroku może czekać na Was zaskoczenie, bo w magicznej historii Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek postaci są do bólu ludzkie i prawdziwe.

Mamy tutaj także cały słowiański świat. Ludzką osadę niepokojoną przez demony zamieszkujące las, a w owym lesie, rzecz jasna, masa dziwów, które czytelnik może wypatrzeć. Leszy, rusałki, wodniki, bogowie – znajdziecie tu wszystko, czego wasze słowiańskie serce zapragnie.

Poza treścią warto zwrócić uwagę na sposób wydania. Przepiękna i tajemnicza okładka, bardzo ciekawe ilustracje, świetna jakość papieru – to wszystko sprawia, że tę książkę naprawdę przyjemnie trzyma się w dłoni przez… dwie godziny, bo dokładnie tyle zajęło mi jej przeczytanie, gdyż cała historia mieści się na 96 stronach. Jeżeli po takiej ilości tekstu poczujcie niedosyt, niech Was pocieszy myśl, że będą następne tomy „Śladów Leszego” Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek , gdyż cała seria docelowo ma liczyć aż dziesięć części.

Ach i uważajcie na Leszego! 

Okrągła grafika - znacznik poziomu słowiańskości - 3/3

W. ↟

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Visit Us On InstagramVisit Us On Facebook