Książka "Próba bogów. Plemiona" w lesie, na mchu.
recenzja,  słowiańska powieść

Próba bogów. Plemiona – tom 2

Cóż to była za wyśmienita przygoda! Niby powieść dla młodzieży, a wciągnęła mnie tak, że połknęłam calutką na raz i już wypatruję kolejnych części. Także jeżeli jeszcze nie znacie serii „Plemiona” to zapraszam do lektury wpisu o pierwszym tomie, bo dziś porozmawiamy o drugim.

„Próba bogów” porywa nas znów do świata naszych przodków, choć nie do końca jest pewne, czy to faktycznie był nasz świat. Tutaj bogowie kroczą tymi samymi ścieżkami co śmiertelnicy, stworzenia znane nam z bestiariuszy i baśni istnieją naprawdę i są bardzo niebezpieczne, a magia aż iskrzy w powietrzu.

Przeszłość zmienia się w teraźniejszość

Dla Kacpra, Zbigniewa i Weroniki świat do którego trafili, powoli staje się domem. Nie zauważają tego jeszcze, jednak taka jest prawda. Każde z nich nawiązuje nowe znajomości i relacje, każde stwarza sobie namiastkę domu. I każde także znajduje w tym świecie własny cel i pozwala otaczającej ich rzeczywistości kształtować się na nowo.

Znajdziemy tutaj wszystko! Nie tylko wojnę bogów, polityczne intrygi i magię. Jest tutaj także pięknie pokazane dojrzewanie, wkraczanie w dorosłość oraz zmagania się z surową codziennością. Nasi bohaterowie stają twarzą w twarz z poważnymi życiowymi decyzjami i podejmują je, choć w naszym świecie z pewnością ich największym problemem byłyby oceny w szkole i przejście przez kolejny etap gry. Jednak tutaj ich priorytety się zmieniają.

Drugi tom lepszy od pierwszego

Już pierwszy tom zaskoczył mnie i wciągnął, jednak „Wojna bogów” porwała swoją akcją i niezwykłymi zwrotami fabuły tak, że gdyby nie codzienne obowiązki, nie odrywałabym się od lektury aż do końca. Świetnie napisana i z talentem poprowadzona historia. Czytanie to byłaby czysta przyjemność, gdyby nie…

Błędy!

Niestety są nadal. W „Plemionach” stale pojawia się bóg Światowid. Poprawnie imię tego słowiańskiego boga brzmi – Świętowit. Natomiast Światowid to posąg o nazwie „Światowid ze Zbrucza”, wyłowiony z rzeki o tej nazwie w 1848 roku.

Błędy zawsze można poprawić i nie umniejszają one faktu, że książka jest napisana naprawdę świetnie. Także niech te drobne potknięcia Was nie zrażą. Sięgajcie śmiało po oba tomy „Plemion”. Obiecuję, że pochłoną Was bez reszty.

Okrągła grafika - znacznik poziomu słowiańskości - 3/3

W. ↟

2 komentarze

  • B.

    Okładka tej książki kojarzy mi się z grą planszową …

    Chyba zacznę żałować, że jak byłam nastolatką to nie było takich książek, albo na nie nie trafiłam … Ale chyba raczej nie było, teraz niestety dość często książki dla młodzieży mnie denerwują, ale piszesz o tym tak przekonująco, że może może, złamię zasadę nie czytania książek dla dorastających … przekonaj mnie jeszcze bardziej … ;D wyzwanie takie 😀

    • Wiktoria

      Mi też jest trochę przykro, że jak byłam nastolatką, to takich książek nie było… To znaczy była jedna, którą kocham ogromnie. „Samotność bogów” Terakowskiej. Znasz?

      Przekonać Cię bardziej? Hm… Pożyczę Ci oba tomy? 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Visit Us On InstagramVisit Us On Facebook