recenzja

Tove. Królowa Duńczyków – Grzegorz Gajek

Tove. Królowa Duńczyków – drugi tom dylogii o Tofie, słowiańskiej księżniczce, o której ze źródeł historycznych wiemy tyko, że była córką księcia z plemienia Obodrzyców, Mściwoja, żoną króla duńskiego Haralda Sinozębego i prawdopodobnie miała syna Swena Widłobrodego. Co bardzo ciekawe, jej imię pojawia się na kamieniu runicznym z Sønder Vissing. I waśnie ten kamień zainspirował Grzegorza Gajka do opowiedzenia nam historii Tofy.

Tekst powstał we współpracy reklamowej z wydawnictwem SQN.

W pierwszym tomie Tofa. Księżniczka Słowian wspólnie z Tofą opuszczamy jej bezpieczny rodzinny dom i słowiańskie ziemie. Natomiast w Tove. Królowie Duńczyków zadajemy pytanie – czy prócz słowiańskich ziem, opuszczamy także słowiańskość w sercu? O kim czytamy? O Tofie czy o Tove?

Słowiańska księżniczka czy duńska królowa?

Nie zaspojluję Wam drugiego tomu, zatem jeżeli nie czytaliście Tofy, to nie uciekajcie, ta recenzja jest dla Was.

W przedmowie do Tove Grzegorz Gajek zapewnia, że obie książki można czytać oddzielnie. I tak jest, można śmiało sięgnąć po Tovę bez znajomości wydarzeń z Tofy. Choć jeżeli zapytacie mnie, to zdecydowanie poleciłabym potraktowanie tych dwóch książek jako jednej powieści i przeczytanie ich ciurkiem. Więc jeżeli jeszcze ich nie znacie, to teraz jest idealny moment. Premiera Tove jest 14 lutego, macie cały tydzień na lekturę Tofy.

Bardzo cenię w twórczości Gajka to, jak wyciąga pojedyncze nitki z historii i przędzie z nich wielki gobelin. Poznanie historii młodej dziewczyny, która przez polityczne rozgrywki zostaje wrzucona w małżeństwo z o wiele starszym od siebie mężczyzną, z którym nawet nie może porozmawiać, bo nie zna jego języka, jest uderzające. I to jak Tofa radzi sobie w tym wszystkim, jak próbuje przetrwać i robi to najlepiej jak potrafi. Ma zostać królową, więc nią się staje.

Tove. Królowa Duńczyków

W drugim tomie najbardziej poruszyło mnie to, jak żywi są bohaterowie, jak zmieniają się idąc przez swoje życie, jak różne decyzje podejmują. I jak przyjmują konsekwencje tych decyzji. Podoba mi się ogromnie, że jest to wszystko żywe i bardzo, bardzo ludzkie i bliskie czytelnikowi.

Sporo tu polityki i wojny. Ale jest też miejsce na wątki miłosne, które – z ręką na sercu – nie spodziewałam się, że tak się rozwiną. Zwróćcie też koniecznie uwagę na relacje matka – syn! A jezeli liczycie na magię, to również się pojawi. I czary, i magia, i słowiańskość – tego nie zabraknie w Tovie.

Chciałabym powiedzieć Wam więcej, ale obiecałam – bez spoilerów. Zatem… Na tym tu zakończę tę opowieść o lekturze Tovy pełną niedopowiedzeń. I życzę Wam pysznej lektury!

Z wykształcenia filolożka, literaturoznawczyni, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Opowiedziała światu "Czerwoną baśń". Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

Dodaj komentarz