recenzja

Pragnę więcej – Marta Krajewska

Moja relacja z tą książką ma status: to skomplikowane. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała, bo podobała się. Ale nie mogę też powiedzieć, że polecam Wam ją i że będzie się Wam dobrze czytało. Postaram się to wszystko wytłumaczyć w poniższej recenzji.

Slavic booki, czyli książki z motywami słowiańskich rodzimych wierzeń, coraz bardziej zalewają rynek i dotykają przeróżnych gatunków. Teraz to nie tylko fantastyka, ale także obyczaj, kryminał i… erotyka! Pragnę więcej to drugi słowiański erotyk, który czytam (recenzję Tego złego znajdziecie tutaj). Był dość głośno zapowiadany i reklamowany właśnie jako powieść tego gatunku.

Marta Krajewska zabiera nas ponownie do świata Wilczej doliny, którą znamy z książek Idź i czekaj mrozów czy Noc między Tam i Tu. Pragnę więcej można czytać nie znając innych powieści autorki. Ale jak się je zna, to niektóre postacie będą dla Was znajome. Z perspektywy czytelniczki, która orientuje się dobrze w Wilczej dolinie, powiem Wam, że z przyjemnością wyłapywałam różne nawiązania i śledziłam losy bohaterów, których już kojarzyłam.

Fabuła skupia się tutaj na młodym pokoleniu mieszkańców osady wchodzących w dorosłość, szukających sobie wybranków, poznających własne ciała oraz ciała innych oczywiście, w końcu to erotyk.

Co mi nie pasuje w Pragnę więcej

Ta książka dzieli się dla mnie na równe dwie części. Robiłam do niej trzy podejścia i dopiero przy ostatnim uparłam się, że doczytam do końca (i finalnie nie pożałowałam). Odniosłam wrażenie, że pierwsza połowa książki nie do końca ma fabułę, brakuję tego, co trzyma czytelnika przy treści. Akcja rozwija się powoli, skacząc od jednej erotycznej sceny do drugiej, ale właściwie przy czytaniu nie do końca wiedziałam, jako czytelniczka, po co ja to czytam. Powiecie, że erotykę czyta się dla… erotyki. Oczywiście. O tym za moment.

Dopiero w połowie książki akcja nabiera pędu, powstaje zwarta, logiczna fabuła i wtedy już nie da się od powieści oderwać. Tę część połknęłam w dwa dni i aż było mi przykro, gdy dotarłam do końca. Gdyby powstała druga część utrzymana w podobnym klimacie, to z przyjemnością bym po nią sięgnęła.

Erotyka w Pragnę więcej

Słowianie kochają mocno i namiętnie – tak brzmi podtytuł tej powieści. Nie będę ukrywać, że mój entuzjazm na słowiański erotyk opadł wraz z pierwszą sceną seksu. Pojawiła się już na samym początku, bez zbudowania jakiegokolwiek napięcia między bohaterami. Ot pojawiła się Sułka i Narad i spędzili razem noc (pierwszą taką dla Sułki). Po erotykach pisanych w XXI wieku spodziewam się więcej, niż bohaterowie dochodzący jednocześnie… W posłowiu autorka nazwała Sułkę seksualnym jednorożcem i można to tym wytłumaczyć. Potem w tej kwestii jest lepiej! Ale sami rozumiecie, pierwsze wrażenie już było spalone.

Sporo tutaj jest właśnie o odkrywaniu seksualności, o problemach z tym związanych, o rozmowach i braku rozmów na ten temat. Pojawia się motyw masturbacji i gadżetów erotycznych. Autorka zrobiła research na temat seksualności Słowian i w ciekawy sposób podeszła do tematu przekazywania wiedzy o sprawach łóżkowych z kobiety na kobietę.

Dla mnie ta powieść jak najbardziej mogłaby być obyczajówką o szukaniu miłości i zawieraniu małżeństw z tymi których się kocha i z tymi, których się nie kocha, o dogadywaniu się, nawiązywaniu relacji. Sceny erotyczne były tutaj da mnie totalnie bez klimatu i nastroju – opisane w porządku, ale bez budowania atmosfery czy napięcia. Bardziej mnie interesowały relacje bohaterów poza łóżkiem.

Warto czy nie warto?

Nie wiem, oceńcie po tej recenzji sami. Dodatkowo pamiętajcie, że takie książki każdy z nas odbiera inaczej. Dla mnie świetnym erotykiem był Ten zły (w scenach łóżkowych też działy się cuda, ale tam jeden z uczestników nie był człowiekiem, więc się nie czepiam). Natomiast Pragnę więcej byłoby dla mnie fajną obyczajówką, gdyby miało od początku do końca dobrze rozpisaną fabułę. Cieszę się, że nie porzuciłam tego tytułu i dotarłam do drugiej połowy – doskonale mi się ją czytało i liczę na kolejny tom. Poza tym, dobrze było wrócić do Wilczej doliny.

Z wykształcenia filolożka, literaturoznawczyni, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Opowiedziała światu "Czerwoną baśń". Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.