recenzja

Nawia – szamanki / szeptuchy / demony

Musicie wiedzieć, że nie przepadam za zbiorami opowiadań. Ledwie zdążę przywiązać się do bohaterów i zorientować się w świecie, w którym rozgrywa się akcja, a opowiadanie nagle się kończy zostawiając mnie z niedosytem. Nie powstrzymało mnie to jednak przed sięgnięciem po Nawię. Nazwiska osób, które stworzyli tę antologię skutecznie mnie zachęciły.

Pierwsze, co widzimy w książce, to kładka. I trzeba przyznać, że okładka Nawii wygląda perfekcyjnie. Aż chce się po tę książkę sięgnąć i… powiesić na ścianie. Zachęcam Was do zajrzenia na instagram Natalii Starkiewicz, która jest autorką ilustracji z okładki. Natalia nie tylko tworzy okładki książek, ale też tatuuje.

W antologii znajdziecie osiem opowiadań i wszystkie są pełne słowiańskich motywów. Bardzo mi się spodobało, że przed każdym umieszczono notę o autorce_rze, więc nawet jak wcześniej nie czytaliśmy nic napisanego przez tę osobę, to w jej_jego opowiadanie wchodzimy już trochę z nim_nią zapoznani.

Porozmawiajmy o opowiadaniach w Nawii

A zatem pochylmy się krótko nad każdym z opowiadań. Lekturę Nawii zaczynami od Płacz cichą nocą się niesie Katarzyny Bereniki Miszczuk i szczerze mówiąc to opowiadanie podnosi mocno poprzeczkę wszystkim autorom. Czytając je, nie chciałam, by się kończyło. I zamarzyłam podczas lektury o takiej powieści Miszczuk. Zostałabym w tym świecie i zobaczyła, co się stało dalej z bohaterami.

Opowiadanie Marty Krajewskiej Jezioro cię kocha czytało się przyjemnie, jednak było dla mnie zbyt przewidywalne. Psychologia postaci wydała mi się tutaj nieco niedopracowana. I dokładnie tak jak u Miszczuk – chętnie przeczytałabym tę historię w formie bardziej rozbudowanej i w tym przypadku – dopracowanej.

Przy opowiadaniu Anny Szumacher Dziewanna i księżyc niestety nie rozkoszowałam się fabułą. Pomysł z wykopaliskami i archeologami był świetny, ale odniosłam wrażenie, że bardzo niedopracowany. Przy kulminacyjnym momencie wątek trochę się rozjechał. Nie rozumiem też, dlaczego autorka uderzyła w stereotypy o pijących archeologach, o dziewczynach przychodzących na wykopy w japonkach i piszczących, gdy coś im się przewróci.

Czytając Szeptuchę Jagny Rolskiej cały się uśmiechałam. W moment polubiłam bohaterów i też chętnie bym została z nimi na dłużej. Byłam bardzo ciekawa Ostatniej nocy Rafała Dębskiego, nic wcześniej nie czytałam tego autora, a sporo słyszałam o jego twórczości. Cała fabuła zdecydowanie była za dobra na opowiadanie! Przeczytałabym z rozkoszą całą książkę!

Przy Śmierci wody Martyny Raduchowskiej chwile mi zajęło wkręcenie się w treść, ale gdy już weszłam do tego świata na dobre… opowiadanie się skończyło. I to jest największa wada opowiadań – kończą się za szybko! Chyba musze sięgnąć po inne książki autorki.

Konsultantka Marcina Podlewskiego nie przypadła mi do gustu. Nie polubiłam tam żadnej postaci i w pewnym momencie złapałam się na myśli, że tylko czekam na koniec. A przy Wichurze Marcina Mortki miałam podobnie jak ze Śmiercią wody, jak już wkręciłam się, to opowiadanie się skończyło, a ja chcę wiedzieć, co było dalej. Panie Marcinie, niech nas tak pan nie zostawia!

Podsumowując – warto, czy nie warto?

Podsumowując, zdecydowanie opowiadanie Katarzyny Bereniki Miszczuk nadało bardzo wysoki poziom całej antologii i chyba wolałabym przeczytać je na końcu. Poza tym Nawia to kawał dobrej roboty – i autorek_ów i wydawnictwa. Kilka opowiadań troszkę nie doskoczyło do poziomu, ale całość antologii prezentuje się świetnie. I zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Z wykształcenia filolożka, literaturoznawczyni, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Opowiedziała światu "Czerwoną baśń". Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

2 komentarze

Dodaj komentarz