recenzja

Demony i klechdy ludowe – Sylwia Zawiślak

Co łączy słowiańskie stworzenia i linoryty? Jeżeli sięgniemy po książkę Sylwii Zawiślak okaże się, że bardzo wiele. Po lekturze naprawdę ciężko określić, czy „Demony i klechdy ludowe” opowiadają o słowiańskich stworach poprzez linoryty czy o… linorytach poprzez słowiańskie stwory. Tak czy inaczej jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto fascynuje się słowiańskością.

Są takie książki, w których nawet przedmowę czyta się z zapartym tchem i „Demony i klechdy ludowe” zdecydowanie są jedną z nich.  Tutaj w dwóch pierwszych rozdziałach poznajemy wszystko, czego potrzebujemy do rozkoszowania się lekturą, a potem przechodzimy do polskich demonów i klechd.

Poznasz nie tylko słowiańskie demony

Ta książka zdecydowanie nie jest formą bestiariusza. Owszem, znajdziemy tutaj rozdziały o topielca, wiłach, zmorach czy wiedźmach, jednak sam ich opis zajmuje zaledwie akapit. Reszta treści skupia się na linorycie przedstawiającym ową postać i robi to bardzo ciekawie. Autorka tłumaczy czytelnikowi cały sposób przedstawienia słowiańskiego demona lub klechdy, opisując wszelkie zabiegi, które zastosowała w obrazie.

„Demony i klechdy ludowe” są książką dla koneserów linorytów i słowiańskości. Jeżeli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z ludowymi wierzeniami i jest na etapie poznawania demonów, niech lepiej najpierw sięgnie po „Bestiariusz słowiański” z wydawnictwa Bosz lub którąś z mitologii. Ale potem wróci do „Demonów i klechd…”. Smaczki, ciekawostki i przytoczone cytaty są maleńkimi diamentami, które zbiera się podczas lektury. A linoryty piękną oprawą i inspiracją.

Z wykształcenia filolożka, literaturoznawczyni, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Opowiedziała światu "Czerwoną baśń". Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

2 komentarze

  • Natalia

    LINORYT!!!! Moje nowe hobby w wydaniu słowiańskim? Idealnie! A w ogóle to kiedyś na swoim insta pisałaś o tym, żeby co miesiąc uczyć się jakiejś nowej rzeczy i gorąco polecam zabawę z linorytem. Nie jest to bardzo trudne, choć ma swoje wyzwania ale też daje mnóstwo satysfakcji!

    • Wiktoria

      Tak, tak, nadal mam zamiar to zrobić! Tylko jeszcze nic nie wymyśliłam na czerwiec. A chciałam coś, co mogę robić w trasie, bo mam wtedy sporo wyjazdów i wiele godzin w samochodzie. Ale linoryt to koniecznie wybiorę na któryś z miesięcy! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.