recenzja

Biała Wieża – I tom z serii “Strażnicy Starego Lasu”

Literatura młodzieżowa ze słowiańskimi motywami nie jest jeszcze tak liczna, jak na przykład dziecięca, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. „Strażnicy Starego Lasu” nie są pojedynczym tomem, to nazwa całego cyklu, zatem możemy mieć nadzieję, że powolutku i ta gałąź rozrośnie się. A póki się rozrasta, opowiem Wam o pierwszym tomie pt. „Biała wieża”.

„Biała Wieża” Grzegorza Gajka to historia między innymi o leszych, bo któż jak nie oni są strażnikami lasu. Pojawiają się tutaj także skrzaty, strzygi i… nie zdradzę, póki co, więcej. Jak w każdej historii mamy tu przygodę! Tutaj jest nią niebezpieczeństwo, które powoli zasnuwa cały las. Powiedziałabym, że robi to niczym mgła, tylko… że to właśnie jest mgła. Nikt nie wie ani z jakiego powodu się pojawiła, ani skąd się wzięła. Pierwsze podejrzenia momentalnie padają na ludzi, którzy przybywają do lasu coraz liczniej, ale czy słusznie?

Przez całą lekturę czułam, że to jednak książka dla młodzieży, a ja jestem na nią ciutkę za stara. Ale tylko do czasu! Nie jest to żaden przytyk do książki, po prostu została dobrze napisana dla swojego targetu, a ja powinnam zacząć rozglądać się za funduszem emerytalnym. Bardzo doceniłam postaci i całą ich historię. Osady leszych, obyczaje u nich panujące, oraz oczywiście skrzaty! I za stara czułam się tylko do momentu, aż pojawiło się licho.

Licho w Białej Wieży

Licho z „Białej Wieży” przyprawiło mnie o prawdziwy opad szczęki. Wizja Grzegorza Gajka była niesamowita i przerażająca. Pasowałoby tu idealnie angielskie słowo – creepy! Fragment, w którym pojawia się ten słowiański demon, przeczytałam trzy razy. Fenomenalny opis! Tak samo genialnie był opisany bogin. Po tych dwóch postaciach zamarzyłam o słowiańskim horrorze napisanym przez Gajka. To byłby majstersztyk.

Na uwagę zasługują także wątki, jakie autor delikatnie porusza w „Białej wieży”. Bohaterowie otrzymują sporo lekcji od losu i uczą się o swojej moralności, postępowaniu i uczuciach. Jest to opisane w bardzo wyważony sposób i nie wygląda jak moralizatorskie przemówienia. Bardziej jak drobne perełki (gwiazdy!), które można wyszukać w tekście.

Nie można także nie wspomnieć o ilustracjach „Białej wieży”. Stworzył je znany Wam z „Bestiariusza słowiańskiego” Witold Vargas. I oczywiście stanął na wysokości zadania. I jedyne, co czytelnik czuje poza zachwytem, to ogromny niedosyt. Jak dla mnie takie ilustracje mogłyby być na każdej stronie tej książki.

Biała Wieża na prezent!

Zatem jeżeli macie w rodzinie dzieciaki spragnione przygód pełnych słowiańskich stworzeń, to „Biała wieża” będzie dla nich genialnym prezentem. Bo my, książkoholicy, przecież wiemy doskonale, że nie ma nic wspanialszego niż znalezienie książki pod choinką lub podłaźniczką.

Okrągła grafika - znacznik poziomu słowiańskości - 3/3

Z wykształcenia filolog, literaturoznawca, z zawodu specjalistka ds. promocji książek, z serca właścicielka slavicbook.pl - bloga o książkach z motywami słowiańskich wierzeń. Uzależniona od kawy i baśni. Podejrzana o bycie miejską zmorą. Niejednokrotnie przyłapana na zachęcaniu do czytania. Ostatni raz widziana przy poszukiwaniu kwiatu paproci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.